Witaj Gościu! jeżeli widzisz ten dymek to znaczy że nie jesteś zarejestrowany/zalogowany. Kliknij by się zarejestrować. Rejestracja zajmie mniej niż 30 sekund, a dzięki niej zyskasz możliwość pobierania, komentowania oraz dodawania torrentów !

User:      Hasło:     

MENU


Kategorie


FACEBOOK


PROGRAMY


WspółPraca
Poradnik
KAN


ZAGŁOSUJ NA NAS


Torrent



Torrent: BLACK LABEL SOCIETY - CATACOMBS OF THE BLACK VATICAN (2014) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał:  Fallen_Angel
Data: 12-07-2018
Rozmiar: 334.76 MB
Seed: 0
Peer: 0
Kondycja:
Zaloguj się aby pobrać


Kategoria:  Muzyka Zagraniczna

Zaakceptował: Nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 2
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 2018-07-12 10:17:08

OPIS:

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



Wódz hard rockowego uderzenia, Zakk Wylde, wraz z jego gwardią przyboczną powracają w wiadomym dla siebie, mięsistym, melodyjnym, momentami akustycznym wydaniu. Dziewiąty album studyjny kalifornijskich wyjadaczy zawiera w sobie wszystkie patenty, które przez lata budowały sukces zespołu, i co istotne, na przestrzeni czasu przyciągały coraz to nowsze i młodsze pokolenia metalowych wyznawców. Mocno vintage'owa okładka z usypanym na środku stosem z trupich czaszek daje nam jasno do zrozumienia, na jakich torach podróżuje rozpędzona lokomotywa buchająca przesterowanymi obłokami pary. Zajrzyjmy więc do zawartości płyty.

Na samym wstępie należy zaznaczyć, że BLS nie serwują specjalnych niespodzianek. O element zaskoczenia będzie więc dość trudno. Czego jednak metalowym weteranom nie można odmówić to fakt, że z każdym nowym krążkiem dostajemy jeszcze większą porcję ognistych brzmień i wbijających w podłogę, energetycznych riffów. Pamiętajmy w końcu jakie nazwisko pełni funkcję gitarzysty prowadzącego amerykańskiej formacji. Znajdziemy naturalnie naleciałości z poprzedniego miejsca zatrudnienia Zakka. Gęsto tu o wokale w stylu Księcia Ciemności z najmroczniejszych okresów Black Sabbath (otwierający "Fields Of Unforgiveness", czy "My Dying Time"). Swoją drogą, kwestia nazewnictwa utworów BLS daje wrażenie, że wszystko powinno być pokolorowane jeszcze większymi dawkami czarnej barwy, co nie zawsze jednak znajduje swoje odniesienie w muzyce. Brzmieniowo wszystko "zażera". Można nawet stwierdzić, że nastąpił zdecydowany progres od chociażby ostatniego wydawnictwa jakim było "Order Of The Black" (czerń, czerń, wszędzie czerń...). Kompresja gitar jest taka, jak być powinna - charakterystyczne sztuczne flażolety i nasycone szybszym od prędkości światła shredem solówki brzmią bardzo klarownie i oddają charakter gry Zakka. Na minus wychodzi jedynie kwestia perkusyjnych miksów, które momentami przypominają zautomatyzowane sample.

Od dawna trwa polemika na temat tego, która odsłona Black Label Society jest bogatsza jakościowo - ta, w której dają hi-gainowego kopa, czy balladowa. W przypadku "Catacombs..." skłaniałbym się jednak ku mocniejszej stronie ich twórczości. Mamy oczywiście miłe dla ucha (zwłaszcza za sprawą unikalnego wokalu Zakka), melodyjne numery jak chociażby "Scars" albo ostatni na krążku "Shades Of Grey". Jednak, bez szału. Ballady być muszą, bo ciężko bez nich wyobrazić sobie twórczość BLS. Na najnowszym krążku dają jedynie chwile wytchnienia między ogólno panującym waleniem w gitary. Zastanawia mnie, czy wieloletni fani docenią "Angel Of Mercy", któremu nie można odmówić dużej dozy emocjonalności.

"Catacombs Of The Black Vatican" to album, po który wierni wyznawcy Wylde'owej stylistyki ruszą do sklepów muzycznych by uzupełnić swoją kolekcję. Tych, którzy dopiero chcieliby wdrożyć się w twórczość Black Label Society, odsyłam przedtem do poprzednich wydawnictw, aby nabrali ogólnego zarysu tak bogatej przecież dyskografii zespołu. Dziewiąta, studyjna odsłona jest kolejną dokumentacją utrzymanego na równym poziomie kunsztu Zakka Wylda. To, czy ową płytę można było zrobić lepiej, zostawiam każdemu do indywidualnej oceny.

Konrad Olejnik





Podoba mi się początek tej płyty. Pierwszy utwór - "Fields of Unforgiveness" przywodzi na myśl najlepsze, moim zdaniem, dokonanie Zakka Wylde'a, czyli projekt Pride and Glory.
Riff odpowiednio buja na modłę południową, przez moment nasz brodaty ulubieniec pozbywa się nawet ozzy-podobnej maniery wokalnej. Dla mnie idealnie, gdyż nie jestem fanem wokalu Zakka, odkąd ubzdurał sobie, że naśladowanie Księcia Ciemności będzie dla niego dobre. Paradoksalnie, im więcej jest bujania w jego kompozycjach, tym mniej ów epigonizm mi przeszkadza.

W każdym razie, album "Catacombs of the Black Vatican" pokazuje, iż Zakk Wylde nadal lubi southernowe granie, a nie tylko riffową metalową rzeźnię. Naprawdę miło słucha się kawałków takich jak "Believe" czy "My Dying Time". Także ballady (fani wiedzą, że  na każdym albumie tego gitarzysty możemy spodziewać się przynajmniej kilku) nie trącą już przaśnym festyniarstwem. Szybko się wytłumaczę - od utworu "In This River" nie jestem w stanie słuchać uduchowionych kompozycji Wylde'a. Coś zostało w nich utracone, jakaś surowizna, stanowiąca o szczerości przekazu, przynajmniej muzycznego. Im głębiej sięgniemy w przeszłość, tym lepsze ballady Black Label Society nam serwował, chociażby "Bridge to Cross" czy "Rust". To jednak tylko i wyłącznie moja prywatna opinia. Założę się, że większa część fanów twórczości Black Label jest raczej bezkrytyczna w stosunku do swojego idola, gdyż nie da się ukryć, że firma Zakk Wylde przez lata trzyma równy poziom. Wracając jednak do tematu ballad - takie "Angel of Mercy" jest naprawdę ładną, chwytającą za serce kompozycją. Zresztą, znalazły się na albumie trzy wolne utwory i każdy broni się indywidualnym kunsztem.

Raziło mnie zawsze na płytach Black Label Society podejście do brzmienia. Każdy album w ich dyskografii charakteryzuje mniej lub bardziej podłe brzmienie. Z czasem oczywiście jest coraz lepiej, ostatni krążek brzmiał całkiem potężnie, nie można było jednak mu odmówić pewnej sterylności. Podobnie jest z "Catacombs of the Black Vatican", choć tym razem mamy do czynienia z nieśmiałym krokiem do przodu w tej kwestii. Pełny, przejrzysty, klarowny i ciepły sound psuje tylko nieco komputerowe brzmienie perkusji. Nie mogę wręcz oprzeć się wrażeniu, że także i na tym albumie mam do czynienia z automatem perkusyjnym. Partie tego instrumentu są tak proste, wręcz trywialne, nagrane jakby od niechcenia. Kiedy wchodzi piąty na płycie "Heart of Darkness", mam wrażenie jakbym słuchał tabulatury odtworzonej w Guitar Pro. Jednocześnie ta kompozycja to pierwszy sygnał, że Zakk Wylde nadal lubuję się w wymyślaniu średniej jakości riffów i jedynie jego nietuzinkowy wokal i solówki ratują kawałek od zaorania... przeze mnie.

Album ewidentnie dzieli się na dwie części. Jego pierwsza połowa, to bluesujące southern-rockowe granie, będące bardzo fajną odskocznią od drugiej, zwartej, ściśniętej w swojej wąskiej stylistyce, połowy albumu. Całe szczęście i tam znajdziemy chwilę oddechu w postaci kolejnej ballady "Scars" oraz zamykającej materiał "Shades of Grey". Już wiem, że będę wracał tylko do pierwszej połowy. Z drugiej strony barykady mamy walec w postaci "I've Gone Away", czy też typową stonerową galopadę "Damn The Flood". Sądzę więc, że każdy fan twórczości Black Label Society znajdzie na "Catacombs of the Black Vatican" coś dla siebie i uznaję to za, w gruncie rzeczy, bardzo sympatyczny obrót spraw.

Piotr Rutkowski






Fields of Unforgiveness – 03:12
My Dying Time – 03:22
Believe – 03:44
Angel of Mercy – 04:14
Heart of Darkness – 03:39
Beyond the Down – 02:54
Scars – 04:13
Damn the Flood – 03:18
I’ve Gone Away – 03:51
Empty Promises – 05:16
Shades of Gray – 06:28




Zakk Wylde – śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe, produkcja, miksowanie, zdjęcia
John DeServio – gitara basowa, miksowanie, koprodukcja
Chad Szeliga – perkusja




http://www.youtube.com/watch?v=OFO3yufVCN0



POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!

START JAK BĘDĄ CHĘTNI...

DETALE TORRENTA:[ ]
Podziękowania,
 




Komentarze